wtorek, 2 października 2012

Oferta szkolenia tłumaczy – przewodników osób głuchoniewidomych

Z przyjemnością informujemy, że Pomorska Jednostka Wojewódzka TPG wygrała konkurs i otrzymała fundusze na realizację zadania publicznego „Uczymy się, żeby wspierać”, zleconego przez Gminę Gdańsk – Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie.
Program będzie obejmował dwa szkolenia:

a)    szkolenie tłumaczy-przewodników (TP) – dla osób chcących zaangażować się w pomoc osobom głuchoniewidomym, zamieszkałym na terenie miasta Gdańska, poprzez świadczenie usług tłumacza-przewodnika; ścieżka edukacyjna dająca kwalifikacje TP obejmuje 3 etapy:
  1. dwudniowe szkolenie przeprowadzone według standardów TPG przez profesjonalnych trenerów tej organizacji,
  2. 30 godzinna praktyka obejmująca bezpośrednie wsparcie osób głuchoniewidomych,  prowadzona przez koordynatorkę praktyk TP,
  3. egzamin uprawniający do wykonywania zarobkowo czynności TP.
b)    Kurs Polskiego Języka Migowego (PJM) dla tłumaczy-przewodników – naturalnego języka, którym posługują się w Polsce osoby głuche i głuchoniewidome (dotyczy to osób niesłyszących i słabo widzących). Kurs obejmuje 60 godzin zajęć i odbędzie się według programu nauczania PJM dostosowanego do potrzeb TP. 

TPG stosuje zasadę empowermentu, czyli angażowania, włączania osób głuchoniewidomych w działania na rzecz środowiska. Zgodnie z tą zasadą – w zadaniu będą zatrudnione zrehabilitowane, aktywne osoby głuchoniewidome, które podzielą się  wiedzą i umiejętnościami z kandydatami na TP.

Czas realizacji zadania: od połowy października do końca 2012 roku.

Liczba Uczestników/Uczestniczek:  15

Zgłoszenia przyjmujemy do 15 października 2012r.:
- telefonicznie lub smsem na nr tel. 881 630 932
- mailowo  na adres    pomorskie@tpg.org.pl

Serdecznie zapraszamy do udziału w projekcie
Pomorska Jednostka Wojewódzka              
Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym

Gdańsk, 2 października 2012 roku 


czwartek, 20 września 2012

Świat cyfrowej słyszalności - odcinek 4

Barwy dźwięków
Już ponad miesiąc buszuję w świecie cyfrowej słyszalności. Buszuję dzięki skutecznemu wsparciu przez TPG. Pierwsze trzy dni były szokująco wspaniałe. Opisałem je tak jak potrafiłem. I zamilkłem na ponad miesiąc. Nie z lenistwa czy z zapomnienia. O, nie! Coraz precyzyjniej wsłuchiwałem się w siebie aby jak najprecyzyjniej usłyszeć ten nowy świat "barwnych dźwięków".

Słyszałem bardzo dobrze ale po kilku dniach noszenia słuchawek zaczęły boleć mnie uszy. Miałem bowiem założone wkładki uniwersalne. Chyba zbyt głęboko je wkładałem do uszu. Musiałem tak robić, bo gdy wkładałem je płytko to bałem się, że mi wypadnie słuchawka przy ruchu głową. Raz mi słuchawka wypadła. Przestraszyłem się wtedy bardzo. Dobrze, że szybko usłyszałem, że nie słyszę. Naprawdę, nagle zrobiło się w jednym uchu cicho. Nie wiedziałem co się stało i wtedy zobaczyłem, że pod moimi nogami leży mój aparat słuchowy. Odetchnąłem z ulgą. W firmie Audiofon w Gdańsku-Wrzeszczu wykonano mi "odlew" niezbędny do wykonania wkładek indywidualnych dostosowanych do moich uszu.. Cierpliwie czekałem więc ich na wykonanie. Nadal używałem wkładek uniwersalnych. Przyzwyczaiłem się do ich noszenia. Starałem się sprawdzać aparat słuchowy w najróżniejszych sytuacjach. Wspaniale spisywał się w rozmowach typu face-on-face czyli twarzą w twarz. Doskonale słyszałem moich rozmówców. Wiele osób dziwiło się, że mówię dużo ciszej niż dotychczas. Przyzwyczajeni byli do mojego głośnego rozmawiania. A ja, po prostu też zacząłem słyszeć swój głos i mogłem kontrolować jego siłę. W trakcie tych rozmów docierały także do moich uszu dźwięki i szumy z oddali. Szczególnie gdy rozmowy prowadziłem w plenerze. Słyszałem nawet powiewy wiatru. Pomyślałem, że to powinno dać się jakoś zredukować przy kolejnej wizycie w firmie Audiofon. Także bardzo dobrze słyszałem głosy konferansjerów na imprezach masowych. Uczestniczyłem w kilku festynach i dożynkach. Brałem udział w sesjach samorządowych i konferencjach prasowych. Bezproblemowo. Już nie musiałem przykładać ucha do głośników. Poszedłem na koncert orkiestry kameralnej. Specjalnie usiadłem prawie w ostatnim rzędzie. Konferansjerkę, która mówiła do mikrofonu słyszałem świetnie. Do brzmienia orkiestry musiałem się przyzwyczaić. Zamknąłem oczy i wsłuchiwałem się. Słyszałem dobrze. Potrafiłem bez problemu zidentyfikować poszczególne instrumenty, wykonujące partie solowe. Nieco słabo, natomiast słyszałem głos solisty zapowiadającego kolejny utwór. Otworzyłem oczy. Solista nie mówił do mikrofonu. Mówił cicho ale słuchacze siedzący obok mnie nie mieli problemów z usłyszeniem jego słów. Przydało by się więc zwiększenie głośności moich słuchawek ale nie miałem zainstalowanego odpowiedniego programu. To też zapamiętałem aby poprosić o zainstalowanie. Po około dwóch tygodniach dostałem informację, że indywidualne wkładki są już gotowe i mogę je odebrać. Powinienem więc pojechać po nie do Wrzeszcza. Mieszkam w Starogardzie Gdańskim i nie mogłem natychmiast wyrwać się. Okazało się jednak, że w Starogardzie jest także Audiofon. Poszedłem. Wkładki zostaną dowiezione do Starogardu. Super. Nie muszę specjalnie jechać do Wrzeszcza. Po kilku dniach już montowano mi te wkładki do aparatów słuchowych. Jednocześnie skorygowane zostały standardowe ustawienia słuchawek. Tak jak zasugerowałem. Dodatkowo wprowadzono drugi program. Nieco głośniejszy. Wymieniłem także baterie. Dotychczasowe wytrzymały prawie miesiąc ale nie używałem ich przez ten czas non stop. Przy stałym, całodziennym używaniu słuchawek baterie winny wytrzymać około dwa tygodnie. Byłem bardzo usatysfakcjonowany. Indywidualne wkładki pasowały idealnie. Mogłem ruszać głową nawet intensywnie i słuchawki nie wypadały z uszu. Dosłownie wyfrunąłem z radości na gwarne ulice Starogardu aby rozkoszować się barwami świata cyfrowej słyszalności. Jestem wdzięczny TPG. Bardzo wdzięczny. Dziękuję.

Stanisław Sierko


Projekt „Wsparcie osób głuchoniewidomych na rynku pracy II – Weź sprawy w swoje ręce.” współfinansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych pełni funkcję lidera projektu i wnosi 15% środków na jego realizację.
Więcej na stronie: www.mojapraca.org.pl

opublikowany artykuł Stanisława Sierko w kwartalniku Dłonie i Słowo:


wtorek, 11 września 2012

WYCIECZKA DO BYDGOSZCZY

Malownicza starówka, Wenecja Bydgoska, Wyspa Młyńska pełna niespodzianek i miejsc wypoczynku, stare, urokliwe uliczki, których zaplecza wchodzą prosto w nurt Brdy… Ceglane mury domów i spichlerzy wyrastających wprost z rzeki, Most Zakochanych, stare kamienice, niezliczone parki i kawiarenki czekające na podróżników aby dać im chwilę wytchnienia, muzea, Kanał Bydgoski i liczne śluzy do pokonania, tramwaj wodny zapraszający na przejażdżkę…to Bydgoszcz mało znana…a którą chętnie zaprezentuję w trakcie wycieczki.

Termin: 28 – 29 września (piątek – sobota)
Ilość miejsc: 24 osoby
Całkowita odpłatność za osobę: 35 zł
Zgłoszenia przyjmujemy do 20 września 2012r. tel. 509 611 305, sms oraz mail a.jurkowska@tpg.org.pl

BYDGOSKA LEGENDA

Bracia Byd i Gost wędrowali z południa Polski na północ, szuka¬jąc dogodnego miejsca, aby się osiedlić. Długo szukali, zawsze coś im nie pasowało; to rzeki brakowało, to wzniesienia nie było, gdzie by obronny, drewniany gród zbudować mogli. To dróg brakowało lub lasów. Wreszcie pewnego dnia w XII wieku przybyli na miejsce położone nad rzeką Brdą, gdzie niedaleko płynęła Wisła, na południu i wschodzie były wielkie rozlewiska, a w okolicy pełno jezior i lasów. W tej dolinie, do której przybyli był bród na rzece, piękne wzgórza, a drogi prowadziły na wszystkie cztery strony świata. Na małym wzgórzu, tuż koło Górzyskowa odpoczywali i zachwyceni pięknem doliny tu gród założyli, i nazwali go Bydgost…

Serdecznie zapraszam!
Anna Jurkowska

czwartek, 6 września 2012

Zaproszenie na warsztaty do Łucznicy


Informujemy, że zostały ustalone terminy warsztatów w Łucznicy.
Odbędą się 2 warsztaty:

Pierwszy dla osób poniżej 35 roku życia (Sekcja Młodych) w terminie 16.09-23.09.2012
Drugi dla osób powyżej 35 roku życia w terminie 23.09-30.09.2012

Koszt udziału w warsztatach wynosi 200 zł od uczestnika. Wolontariusze, tłumacze-przewodnicy i osoby towarzyszące nie ponoszą żadnych kosztów.

Na warsztatach dla osób poniżej 35 roku życia proponujemy zajęcia w pracowniach: ceramicznej, wikliny oraz zajęcia z samoobrony.

Na warsztatach dla osób powyżej 35 roku życia proponujemy zajęcia w pracowniach: ceramicznej, wikliny, filcu i plastyczne.

Osoby zainteresowane prosimy o nadsyłanie zgłoszeń i ksera orzeczeń o niepełnosprawności do 7.09.2012 (osoby poniżej 35 roku życia) i do 14.09 (osoby powyżej 35 roku życia) elektronicznie na adres: aradzka@tpg.org.pl lub na adres biura w Warszawie.
Pytania prosimy kierować na wyżej podany adres mailowy lub telefonicznie 22 635-69-70.


Wyjazd do Łucznicy będzie autokarem spod biura TPG w Warszawie (ul. Deotymy 41). Zbiórka - godz. 15.30. Zapewniamy również transport powrotny z ośrodka w Łucznicy do Warszawy. Nie zwracamy kosztów dojazdu.

Informacje o zakwalifikowaniu na warsztaty podamy
ok.11.09.2012 (dla osób poniżej 35 roku życia) i
ok.18.09.2012 (dla osób powyżej 35 roku życia).

Pozdrawiam,
Agata Radzka

Ps. Relacje z poprzednich warsztatów w Łucznicy można przeczytać na stronie tpg.org.pl:

wtorek, 4 września 2012

Rozpoczynamy nowy projekt

Z przyjemnością informuję, że Pomorska Jednostka Wojewódzka TPG wygrała konkurs i otrzymała fundusze na realizację projektu „Pokolenia na wspólnej drodze do samodzielności”, który został zorganizowany przez fundację „Wspólna Droga”.

Głównym celem projektu jest zorganizowanie różnorodnych zajęć, których zadaniem jest przede wszystkim:

  • szeroko pojęta aktywizacja, 
  • poszerzanie samoświadomości dot. zdrowia i umiejętności dbania o siebie,
  • podnoszenie sprawności fizycznej i psychicznej, 
  • zapewnienie dostępu do kultury, 
  • przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu i samotności, 
  • dbałość o jak najdłuższe zachowanie samodzielności w czynnościach codziennych i samoobsłudze, 
  • integracja środowiska osób głuchoniewidomych w województwie pomorskim. 

Innowacyjność naszego pomysłu polega przede wszystkim na tym, że zajęcia dotyczące wykonywania czynności codziennych mają być oparte o metodę Marii Montessori (poniżej kilka kluczowych informacji):

Pedagogika M.Montessori to znany na całym świecie system kształcenia i wspierania rozwoju człowieka - na różnym etapie jego życia. Założenia metodyczne i merytoryczne tej "metody" pozwalają na jej zastosowanie jako formy pracy rehabilitacyjnej z osobami w różny sposób niepełnosprawnymi. Głównym celem tej pedagogiki jest nauczenie jak największej niezależności od innych osób i samodzielności - "POMÓŻ ZROBIĆ MI TO SAMEMU" - to podstawowy cel kształcenia i wychowania człowieka.

Zajęcia – spotkania będą się odbywały:

  1. w grupach 5 osobowych: – zajęcia dotyczące wykonywania czynności codziennych (metoda M.Montessori) 
  2. ze wszystkimi Uczestnikami/Uczestniczkami (cała grupa liczy 15 osób): 
  3. zajęcia dotyczące podnoszenia wiedzy - nauka dbania o siebie (forma pogadanek, wykładów, warsztatów), auto wizaż, dbałość o wygląd zewnętrzny, nauka doboru stroju, fryzury, itp., 
  4. muzykoterapia, warsztaty muzyczne – relaksacja, nauka poznawania własnych potrzeb i gustów muzycznych oraz zapewnienie poczucia wspólnoty i zabawy, 
  5. gimnastyka – zajęcia z rehabilitantem/tką ruchowym/ą, 
  6. wyjścia do teatru, opery, udział w imprezach kulturalnych. 

Czas realizacji projektu: od połowy września 2012 do 31 marca 2013r.
Liczba Uczestników/Uczestniczek: 15
Uczestnikami/Uczestniczkami projektu będą mieszkańcy powiatów: m. Gdańsk, m. Gdynia, chojnicki, gdański, tczewski i wejherowski. Liczba godzin wsparcia dla każdego Uczestnika/Uczestniczki wynosi 35 godzin (spotkania będą się odbywały średnio 2 razy w miesiącu). Zapewniamy pomoc tłumaczy – przewodników podczas dojazdu na spotkania oraz tłumacza języka migowego w trakcie zajęć.
Zgłoszenia do projektu przyjmuje Anna Jurkowska – do 7 września 2012 roku: 

  • telefonicznie lub smsem na nr tel. 509 611 305
  • mailowo na adres a.jurkowska@tpg.org.pl 

Serdecznie zapraszam do udziału w projekcie

 Anna Jurkowska 
 Pomorska Pełnomocniczka Wojewódzka Towarzystwa pomocy Głuchoniewidomym

poniedziałek, 3 września 2012

O udziale w projekcie opowiada Pani Halina Więcławska


Pani Halina na stanowisku pracy

Do projektu „Wsparcie osób głuchoniewidomych na rynku pracy II – Weź sprawy w swoje ręce” przystąpiłam pod koniec 2011 roku. Pierwszą osobą z jaką rozpoczęłam współpracę była Pani Ania Jurkowska, rehabilitantka wzroku. Dzięki tej współpracy trafiłam do lekarza okulisty. Tam miałam dobrany sprzęt optyczny – okulary do dali i do bliży oraz  lupę powiększającą. To  pomoce niezbędne w moim codziennym życiu. Po napisaniu wniosku o dofinansowanie, otrzymałam najważniejsze dla mnie sprzęty. Anna Jurkowska z nowymi badaniami okulistycznymi bardzo pomogła mi także w spotkaniach dotyczących orzecznictwa  o niepełnosprawności.

Kolejną osobą, z którą się zetknęłam, była Pani Kamila Skalska trenerka pracy. Dzięki Pani Kamili nauczyłam się jak rozmawiać z pracodawcą. Pomogła mi też napisać dokumenty aplikacyjne, takie  jak CV i list motywacyjny. W efekcie udało mi się podjąć pracę i nawiązać kontakt z organizacją hospicyjną.

Spotkałam się również z Panią Marzeną Michalik - rehabilitantką orientacji przestrzennej, ona uświadomiła mi, że mimo mojej choroby wzrokowej mogę sama poruszać się bez strachu po ulicach, nie obawiając się o własne zdrowie czy mojego dziecka. Nauczyła mnie jak sygnalizować ludziom o moim nie w pełni sprawnym wzroku.

Wreszcie współpraca z Panią psycholog Katarzyną Matejczyk. Regularne wizyty wzmocniły mnie w poczuciu pewności siebie, podładowałam swoje wewnętrzne baterie.

Ponadto poznałam prawnika Pana Witosława Milewskiego, który jest osobą bardzo kompetentną w swoim zawodzie i do którego również mogę zwrócić się z każdą sprawą potrzebującą jego porady.

Nadzorującym całym tym wsparciem i kontaktem jest pan Andrzej Ciechowski do którego można dzwonić w każdej sprawie.

Pomimo tego wszystkiego, najbardziej jednak urzekło mnie to, iż wszyscy ludzie nie tyle, że w placówce w Gdańsku, ale w całym gronie stworzyli atmosferę bardzo przyjazną, a niekiedy rodzinną. Do TPG przyjeżdżam jak do serdecznych znajomych. Jestem świadoma, że jeżeli to Stowarzyszenie zakończy swoją działalność to nie tylko mnie ale i wielu innym a w szczególności niepełnosprawnym wzrokowo i słuchowo będzie ich bardzo brakowało.

Kontakt z tymi ludźmi pobudził mnie do życia i działania, a nie jak wcześniej egzystowania z brakiem wiary w samą siebie. Dowodem tego jest fakt, że zaczęłam udzielać się w Hospicjum jako wolontariuszka, a to nie jest łatwa praca. Ale jest to świadomość, że można dużo z siebie dać nawet jeśli jest się niepełnosprawnym.

Pozdrawiam serdecznie
Halina Więcławska z Rumi

Projekt „Wsparcie osób głuchoniewidomych na rynku pracy II – Weź sprawy w swoje ręce.” współfinansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych pełni funkcję lidera projektu i wnosi 15% środków na jego realizację. Więcej na stronie: www.mojapraca.org.pl

piątek, 10 sierpnia 2012

Świat cyfrowej słyszalności - odcinek 3

Powrót do innego świata 3

Jak ten czas leci. To już dzień trzeci. Ten "inny" świat powoli staje się normalny. Mój. A więc wsłuchuję się w ten trzeci dzień. 

A dzisiaj zacznę od tego co pominąłem dotychczas. Niedopatrzenie. Mieszkam w stolicy Kociewia. Ha, wiecie coś o Kociewiu? To piękny region na skraju województw pomorskiego i kujawsko-pomorskiego. Między Kaszubami a Borami Tucholskimi. Dopiero zdobywamy sobie prawo obywatelstwa w świadomości Polaków. Właśnie dzisiaj promowaliśmy Kociewie na rewelacyjnym Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku. Nasi, aktywni regionaliści z ogromnym zaangażowaniem wykorzystuja każdą okazje aby promować Kociewie. Nawet, Andrzej Ciechowski z TPG Gdańsk jest urodzonym Kociewiakiem i gdzie tylko może wspomina o tym. Niestety, nie mogłem uczestniczyć w jarmarkowej promocji Kociewia w Gdańsku. Obowiązki prasowe zatrzymały mnie w Starogardzie Gdańskim. Bo właśnie Starogard Gdański jest stolicą Kociewia. No to chyba wystarczy już tych informacji o regionie w którym powracam do innego świata słyszalności. Zainteresowani, zapewne znajdą wiele informacji na temat Kociewia w internecie. Tam jest wszystko. No, prawie wszystko. Tak jak z moimi, cyfrowymi słuchawkami. Prawie wszystko mi przekazują do uszu a nawet do mózgu. Poważnie. Bo teraz słyszę nie tylko uszami ale także poprzez kości. Niesamowite. I momentami wydaje mi się, że słyszę o wiele za dużo. Słyszę moje sapanie gdy zmęczę się zbyt szybkim marszem. O rany, może to sapanie słyszą także osoby z którymi rozmawiam. Słyszę szelest włosów gdy je czeszę. A najgłośniej słyszę klawiaturę komputera gdy piszę te słowa. Te słyszalności nieco mnie stresują. Może da się tak skorygować ustawienie słuchawek aby te dźwięki zostały maksymalnie ograniczone. A jeśli to będzie niemożliwe to trudno. Przyzwyczaję się. Przecież nie ma róży bez kolców. Oj, chyba jestem niewdzięcznikiem. Dopiero trzeci dzień testuję podarowane słuchawki a już zaczynam marudzić. Usprawiedliwia mnie jednak prośba, Małgorzaty Górka z Audiofonu abym szczerze przekazał wszystkie uwagi związane z użytkowaniem słuchawek. A więc spełniam tę prośbę. I jeszcze jedna uwaga. Taka somatyczna. Po całym dniu noszenia słuchawek nieco bolą mnie uszy. Nie od hałasu ale od wkładek uniwersalnych. Liczę, że gdy dostanę wkładki indywidualne, które będą dostosowane do kształtu moich uszu to te delikatne boleści znikną. A może to wina tego, że przestraszony wczorajszym wypadnięciem słuchawki włożyłem dzisiaj końcówki nieco głębiej do wnętrza uszu. Może. Próbuję zaprzyjaźnić się z moimi słuchawkami. Próbuję je pokochać. Dzisiaj były ze mną przez cały dzień. Skutecznie towarzyszyły mi w wielu rozmowach. Bez żadnych problemów rozmawiałem z kierowcą prowadzącym samochód. Nawet nie poprosiłem o to aby mówił nieco głośniej bo mam słaby słuch. Teraz czekam na "imprezowe" przetestowanie słuchawek. W najbliższą niedzielę jadę na zawody motocrossowe. To będzie bardzo hałaśliwa impreza. Organizowana jest już po raz czwarty w uroczej, kociewskiej wsi Pączewo. A najpoważniejszym testem będzie XVI Festiwal Gospel, który po raz pierwszy odbędzie się w Gniewie w dniach 18,19 sierpnia. Na gniewskim zamku. To też Kociewie. Oprócz rewelacyjnych zespołów gospelowskich z całego świata wystąpią tam także takie gwiazdy jak Krzysztof Krawczyk czy zespół Zakopawer. Dotychczas, aby dobrze słyszeć ustawiałem się jak najbliżej głośników. Teraz spróbuję słuchać tych koncertów w "normalny" sposób. Jestem pewien, że będę usatysfakcjonowany. Oczywiście, z przyjemnością podzielę się wrażeniami z motocrossu i Gospel. Wrażeniami słuchowymi. A póki co, pierwsze trzy dni podróżowania ze słuchawkami uważam za bardzo udane. Bardzo. Coraz bardziej podoba mi się popularne zdanie pożegnalne "Do usłyszenia". A więc, do usłyszenia. 
Do cyfrowego usłyszenia. 

Stanisław Sierko

Projekt „Wsparcie osób głuchoniewidomych na rynku pracy II – Weź sprawy w swoje ręce.” współfinansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych pełni funkcję lidera projektu i wnosi 15% środków na jego realizację.
Więcej na stronie: www.mojapraca.org.pl

czwartek, 9 sierpnia 2012

Świat cyfrowej słyszalności - odcinek 2

Powrót do innego świata 2


Drugi dzień bycia w nowym świecie dźwięków. Ciekawe co jeszcze usłyszę. Wsłuchuję się w każdy szmerek. Bo słyszę nawet szmerki. Ale zacznijmy od pobudki.

Nie, nie spałem w słuchawkach. Zdjąłem je w łazience gdy myłem się. Schowałem słuchawki do eleganckich pudełeczek. Takich jak na cenną biżuterię. Przecież te słuchawki są dla mnie o wiele bardziej cenne niż najcenniejsza biżuteria. Pudełeczka schowałem w szafce. I nie słyszałem plusku wody wesoło płynącej z kranu. Szkoda. Może jutro spróbuję umyć się nie zdejmując słuchawek. Te słuchawki są przecież wodoodporne. Ponoć aż dwa metry pod wodą mogę się z nimi zanurzać. Póki co, jednak wolę tego nie sprawdzać. A ciekawe czy mi się dzisiaj coś przyśni. Może we śnie też będę słyszał. No to idę spać. Bez słuchawek. Obudziłem się wczesnym rankiem. Bez budzika. Niestety, nic mi się nie śniło. Za oknem zauważyłem pracowników firmy śmieciarskiej opróżniającej śmieciowe kubły. To podobno jest hałas o sile około 90 decybeli. Nic nie słyszę. No to wyskakuję z łóżka i pędzę do szafki. Błyskawicznie zakładam słuchawki. Szok. Teraz słyszę. Jak ta śmieciarka straszliwie hałasuje. Niczym szalejący perkusista. Wesoło macham do śmieciarzy. Odmachują mi i jadą dalej. Fajnie zaczyna się dzień. Lubię sympatyczne początki. Teraz poranne mycie. W słuchawkach. Słyszę plusk wody. Słuchawki nieco mi przeszkadzają w dokładnym umyciu twarzy więc je na chwilkę zdejmuję. Nastawiam czajnik bezprzewodowy. Na poranną kawkę. Nie do wiary, słyszę pstryknięcie czajnikowego wyłącznika w chwili zagotowania się wody. Zaparzam kawkę i włączam radio. Lubię słuchać radia. Rozwija wyobraźnię. Oczywiście potencjometr radiowy mam ustawiony na ciche granie ale wszystko słyszę doskonale. Dzwoni telefon komórkowy. Słyszę. Przykładam telefon do prawego ucha i...nic nie słyszę. Nic. Co jest grane? Rozmówca rozłącza się. No tak, przecież mam ucho zatkane wkładką a mikrofon słuchawek jest umieszczony za uchem. Powinienem słuchawkę przystawić do mikrofonu a nie do ucha. Informowała mnie o tym pracownica Audiofonu ale zapomniałem. Muszę nauczyć się prawidłowego korzystania ze słuchawek. A więc uczę się od zaraz. Oddzwaniam. Teraz przystawiam słuchawkę do mikrofonu. Nieco powyżej ucha. Słyszę sygnał wybierania numeru. Słyszę osobę odbierającą telefon. Normalnie rozmawiamy. Śniadanko i idę w miasto. To samo miasto a jakby inne. Takie rozgadane. Szczególnie głośne i piskliwe są rozmowy kobiet. Prawie wszystkie szczebioczą do komórek. Trochę mnie to deprymuje. Jakbym podsłuchiwał. 

- Dzień dobry - wita mnie przechodzący znajomy. 
- Dzień dobry - odpowiadam i idę dalej.

Nic nie zauważył. To dobrze. Ciekawe jak uda mi się pierwsza rozmowa. Reportaż z , nomen omen "Bajkolandi". To taka fajna propozycja dla dzieci a w zasadzie dla ich opiekunów. Tu dzieciaki mają mnóstwo zabawek i mogą wesoło spędzić sporo czasu. Można zostawić dziecko w tym świecie zabawek i pójść na zakupy lub do fryzjera. Wchodzę do "Bajkolandi". Chyba zbyt agresywnie otwierałem drzwi bo wypadła mi słuchawka z prawego ucha. No tak, coś muszę zrobić aby zabezpieczyć słuchawkę przed wypadnięciem. Ale co? Porozmawiam o tym z Audiofonem. Nieco się zestresowałem tym wypadnięciem słuchawki. Szybko jednak założyłem ją powrotnie. Nikt nie zauważył tego wypadeczku. Odetchnąłem z ulgą.

Bez problemów zrobiłem reportaż. Nawet rozmowy z bawiącymi się dziećmi nie sprawiały mi słuchowych trudności. I nikt mnie nie zapytał o to co mam w uszach. Chyba naprawdę nie widać tych słuchawek. Rewelacja. Znowu dzwoni telefon komórkowy. Teraz wiem jak rozmawiać i rozmawiam bez żadnych kłopotów. Żadnych. Dzięki Towarzystwu Pomocy Głuchoniewidomym. 

Dzięki.

Stanisław Sierko


Projekt „Wsparcie osób głuchoniewidomych na rynku pracy II – Weź sprawy w swoje ręce.” współfinansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych pełni funkcję lidera projektu i wnosi 15% środków na jego realizację.
Więcej na stronie: www.mojapraca.org.pl

środa, 8 sierpnia 2012

Świat cyfrowej słyszalności odcinek 1

Powrót do innego świata

Słyszę! Naprawdę słyszę. No, tak. Ale co ja słyszę i jak ja słyszę? Wsłuchuję się więc w to swoje nowe słyszenie. Słyszenie poprzez dwa cyfrowe aparaty zauszne firmy Widex. Zacznijmy jednak ab ovo, od początku.

Przyznaję, że już nieco przywykłem do życia w ściszonym świecie. To wcale nie taki kiepski świat. Może nawet bardziej życzliwy niż ten rozwrzeszczany, pełen krzyków, pisków i nieżyczliwych szeptów. Żyłem w tym ściszonym świecie bardzo, bardzo długo. Niczym słuchowy kameleon przystosowałem się do mojego, cichego otoczenia. Nauczyłem się nawet pracować. Jako dziennikarz gazetowy. No i pewnie trwał bym w tym świecie do ostatka gdybym nie poznał wspaniałych ludzi z Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Poznałem TPG gdy pisałem reportaż o ich działalności. Natychmiast zauważyli, że niedosłyszę i niedowidzę. Nie trudno było to zauważyć. I od razu wzięli się za mnie. Intensywnie i życzliwie. Badanie wzroku. Badanie słuchu.

Dzień pierwszy
- Spróbujemy zrefundować panu aparaty słuchowe - powiedział Andrzej Ciechowski z TPG Gdańsk. - To jest najważniejsze w tej chwili. Potem zobaczymy w czym będziemy mogli jeszcze pomóc.
Razem z Anią Jurkowska, szefową TPG Gdańsk pojechaliśmy do firmy Audiofon we Wrzeszczu. Długie, profesjonalne badanie potwierdziło bardzo znaczny ubytek słuchu. Od razu przystapiono do doboru aparatów słuchowych. Komputerowo. Zacząłem słyszeć podczas tego doboru. Przypomniałem sobie muzykę halaśliwej ulicy.
- Teraz wystapimy z wnioskiem o refundację i o wynikach poinformujemy - powiedziała Ania Jurkowska. - Proszę o cierpliwość. To może troche potrfać.
Nie ma sprawy, przeżyłem w ciszy tyle lat to i nawet parę miesięcy przeżyję. Jednak nie było potrzeby aż takiej cierpliwości. Po około dwóch tygodniach otrzymałem pismo z Warszawy, że "Komisja ds. Wsparcia podjęła decyzję o przyznaniu dofinansowania do zakupu aparatu słuchowego z wkładką". Hurrrra. Przyznano mi dofinansowanie w kwocie nieprzekraczjącej 10 tys. zł. To winno wystarczyć do zakupu dwóch aparatów słuchowych bardzo dobrej jakości. Teraz sprawy potoczyły się błyskawicznie. Natychmiast umówiłem się z firmą Audiofon. Dobrano mi dwa aparaty słuchowe. Pobrano odlew aby wykonać indywidualne końcówki. Tylko dla moich uszu.

- Za około dwa tygodnie spotkamy się ponownie i zamontujemy końcówki indywidualne. Jeżeli będzie potrzeba to także skorygujemy ustawienia aparatów słuchowych - poinformowała mnie Małgorzata Górka z firmy Audiofon. - Przez ten czas proszę przetestować aparaty z końcówkami uniwersalnymi.
I wyszedłem na hałaśliwą ulicę Wrzeszcza. W ten dziwny, szemrząco-gadający świat. Pełna głowa dźwięków. Mijam dziewczynę rozmawiającą przez telefon komórkowy. Słyszę każde słowo. Rani ucho ryk pędzącej karetki pogotowia. Zaczyna kropić deszczyk. Słyszę deszcz. Niesamowite. Nawet słyszę stuk moich butów o betonowy bruk. I własny głos słyszę. Wszystko słyszę a nawet więcej. Cudowna technika. Wracam do domu. Włączam radio. O rany, jak głośno! Muszę skręcić potencjometr prawie o połowę. Co za ulga. Rozkoszuję się poznawaniem, a w zasadzie przypominaniem sobie kolejnych dźwięków. Idę na spacer do parku. Nie słyszę ptaków. Pewnie już spią. To przecież wieczór. Jutro sprawdzę nastepne dźwięki.

Stanisław Sierko
cdn

Projekt „Wsparcie osób głuchoniewidomych na rynku pracy II – Weź sprawy w swoje ręce.” współfinansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych pełni funkcję lidera projektu i wnosi 15% środków na jego realizację.
Więcej na stronie: www.mojapraca.org.pl

czwartek, 5 lipca 2012

Relacja Andrzeja Grzeni z żeglarskiej wyprawy na trasie Krynica Morska - Iława

Pobiec, co czujesz, gdy wiatr włosy podnosi twoje i słońce na policzkach piecze, zapach świeżo koszonej trawy cię otacza, woda wokół szumi, a sprawdzić nie możesz. Niewidomym jesteś, dotykiem nie zobaczysz zapachu, jasności słońca, trawy koloru i drzew odbitych, ścielących się zielenią na wodzie. Urok i Zachwyt przyrodą, krajobrazem.

Jedynie w pamięci zostało. Czas cofnąć, nie można, wyobraźnię i dotyk wyostrzyć jest możliwość, życia w ciemności potrzeba nauki, jest aktualna. Więc sięgasz po działania z ryzykiem związane, chorobą - by własną wartość podnieść i sens dalszego funkcjonowania znaleźć na zabawę, w żeglowanie bawić się zaczynasz i udział w regatach dla osób z niepełnosprawnością bierzesz, tak - piszę o sobie. Więc wyruszam w przygodę gdzie są osoby z całej Polski, nowe kontakty i znajomości, jakie z pewnością zapamiętam. Zabawa, przygoda z żaglami organizowana jest przez fundację: „Keja”. Jadę sam, bez przewodnika, próbuję dalej nauczyć się życia z oczami, w których już nie ma światła, a przy okazji większej samodzielności. Żeglowanie stało się moją pasją. A dlaczego? Nie wiem. Może szukam dobrego wyzwania dla osoby niewidomej. Więc wyjazd do Krynicy Morskiej, gdzie regaty się zaczynają. Zalew Wiślany, Frombork, Kąty Rybackie, Elbląg, Wilamowo, najpiękniejszy kawałek z pięcioma pochylniami, jakieś 180 m w górę i na zakończenie Iława.

Dzień pierwszy: zapoznanie się z załogą, resztą uczestników, jachtem - prawdziwe maleństwo: typ, słup, rodzaj anwila i 7 osób wraz z sternikiem na pokładzie. Niestety miejsca mało ale w załodze dwie dziewczyny i one wybrały sobie miejsca do spania. Jednak w dalszej podróży okazało się, że ja cierpliwie czekając na swoje miejsce, miałem go najwięcej i czasami, kiedy to współtowarzysz z jednej koi - Filip nie wracał na noc, to jedna z dziewcząt przechodziła na koję dziobową, obok mnie i była szczęśliwa, że może wygodnie odpoczywać. Dalej zaprowiantowanie i drobne szkolenie, co i jak będzie wyglądało podczas regat. Po kolacji dwie parki, jakie się utworzyły w załodze - Jarek z Renatką i Basia z Mietkiem, zwiedzały Krynicę Morską. Po powrocie dyskusja o planach regat i jutrzejszej wyprawie, wodą do Fromborka, trwało to do późna w nocy, tak zaczynały się pierwsze wrażenia, dobre czy złe czas pokaże.

 Dzień drugi: rankiem wstaję i chwila po mnie reszta załogi, jestem niewidomy, jedyny na pokładzie, ale Basia czy Mietek są pierwsi by mi pomóc w dojściu do łazienki, by się umyć i załatwić inne własne potrzeby. Następnie śniadanie, kawa, herbata, kanapki przez dziewczyny robione. Po śniadaniu Renata z Basią zmywają, a ja, Andrzej z Jarkiem i Mietkiem, pod nadzorem sternika Przemka szorujemy pokład i szykujemy jacht do opuszczenia przystani w pierwszą wyprawę pod żaglami do Fromborka. W założeniach jest wyścig do przystani we Fromborku - kto pierwszy. Wybiła godzina wypłynięcia i po odcumowaniu odbijamy od pomostu na silniku na miejsce startu, rozbijamy żagle i czekamy na sygnał startu, lecz mija dłuższy czas i nic nie słyszymy. Przemek sternik, dzwoni do kolegów z innych jachtów, a jest ich 9, wyścig prawdopodobnie odwołany więc płyniemy spokojnie, bez zacięcia sportowego. Przy okazji nasz kapitan tłumaczy wszystko związane z żeglowaniem - co jakiś czas ściąganie i luzowanie szotu, to lewy, to prawy oraz zasada balastowania na jachcie przy nawrotach. Dobijamy do nabrzeża, wyjście z jachtu po czterech godzinach nie jest łatwe, trzeba przejść przez drugi jacht, ale nie ma problemu dla takiej przygody a dla poczucia twardego gruntu pod stopami pokonać można wszystko. Obiad na jachcie i po obiedzie warsztaty oraz wykład jednego ze sterników. Okazało się, że wyścig się odbył, a nasza załoga zajęła przedostatnie miejsce, ale załoga: „biskaja”, w jakiej jestem, zadowolona. Dalszy dzień upłynął pod znakiem wolnego czasu. Poszliśmy na spacer, na środku rynku przy wiekowej pompie ręcznej, Renata szukała aparatu fotograficznego a nie mogąc go znaleźć, ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, wysypała zawartość całego plecaka na ziemię. Znalazła! A w nas wstąpił duży uśmiech, jaką trzeba mieć determinację by wykonać zdjęcia.

Dzień trzeci: rankiem, jak co dzień śniadanie i sprzątanie. Dziś wyprawa do Kątów Rybackich, możemy płynąć spokojnie, ucząc się żeglowania i słuchając rad sternika. Żagle rozwinięte, białe w słońcu, wypełnione wiatrem na Zalewie Wiślanym. Widok piękny, naprawdę nie z tej ziemi, trudny do opisania. Po przybyciu i przycumowaniu, spacer i kąpiel - woda zimna, brak toalet, ale cóż uroki naszej infrastruktury. A wieczorem ognisko z kiełbaskami i śpiewem szant, chłopaki grali na gitarach. Było wspaniale i wesoło tylko komary dały znać o sobie, gryzły niemiłosiernie.

 Dzień czwarty: wyprawa do Elbląga, a dzień zaczął się jak zwykle, jak co dzień. Płyniemy dziś tylko na silniku, pogodę mamy piękną, słońce parzy i jest delikatny wiaterek. Dziś z nami płynął Piotruś, w dniu wczorajszym utopił gdzieś swojego laczka i jest dużo śmiechu, zastąpił Filipa, który otrzymał inne zajęcie. W końcu cumujemy przy nabrzeżu i jak zwykle kłopoty z kąpielą i załatwianiem spraw fizjologicznych. Ale dla mnie nie ma problemu, jestem przyzwyczajony, jeszcze, gdy widziałem jeździłem na biwaki pod namiot gdzie była tylko przyroda, lasy i woda. Po obiedzie wykład następnego sternika, czas szybko zleciał. Następnie była chwila oddechu i spacery. Dzień minął szybko, jutro wcześnie wypływamy, najpiękniejszy kawałek do pokonania, Elbląg – Wilamowo, prawie cała droga kanałami. Po drodze mamy do pokonania pięć pochylni w górę.

Dzień piąty: rano wstajemy, ja jak zwykle pierwszy, śniadanie i sprzątanie, na koniec przed odcumowaniem kładziemy maszt, zwracając uwagę na linki, by się nie poplątały. Maszt musiał być położony, płynęliśmy kanałami gdzie są mosty i trudno byłoby się zmieścić. Płyniemy na silniku, podziwiamy krajobrazy. Przed pierwszą pochylnią cumujemy i czekamy na swą kolejkę. Nagle Piotruś, który płynął z nami zgubił but, zapewne gdzieś na brzegu, pomagając przy cumowaniu. Szukając zguby wszedł do wody i chwaląc się, że umie pływać, wypłynął na środek kanału, co mogło skończyć się tragicznie. W jego stronę płynął komandor całych regat, mógł dostać mieczem, albo śrubą. Miał jednak szczęście, gdyż na tamtej łodzi był chwilowy problem z silnikiem i zwolnili. Piotr wrócił na nasz pokład, szczęśliwy, ale nie zdawał sobie sprawy z ryzyka. Takie zachowanie jest naganne, płynąc jachtem obowiązują zasady, należy ich przestrzegać. Pięć pochylni pokonaliśmy w cztery godziny i piętnaście minut, a w sumie po 11 godzinach dobiliśmy do pomostu w Wilamowie. Gdy przycumowaliśmy, Piotr dostał ostrą reprymendę od Sylwii, organizatorki i szefowej. Dziś zmęczenie dało znać o sobie. Ale był jeszcze mały spacer do najbliższego sklepu po zimne napoje. Szliśmy drogą przez wieś, z lewej strony mijaliśmy pasące się krowy, starą pochyloną stodołę a w oddali zabudowania. Po drugiej stronie chałupy, a przy nich psy na łańcuchach i biegające głośno dzieciaki. Kiedy zakupy zrobiliśmy, wracając, Jarek kupił od gospodarza 1, 5 l mleka. Razem z Renatą, we dwójkę na poczekaniu je wypili. A ja stojąc z boku zastanawiam się, co będzie dalej. Przy rozstaju dróg nie wiadomo było gdzie skręcić, niestety pobłądziliśmy trochę. Gdy w końcu trafiliśmy, zacząłem się śmiać, że mleko, jakie wypili było mocniejsze niż dobre wino, zastanawiałem się co gospodarz daje krowom, bo idąc, zachowywali się jak pijani. Wszyscy z tego powodu byli uśmiechnięci. Następnie odbyła się kolacja i kąpiel, tam chcąc mieć ciepłą wodę należało zapłacić 2 zł - wrzucić do automatu, który był podobny do telefonicznego - jak z filmu „Rozmowy kontrolowane”. Po naciśnięciu guzika płynęła ciepła woda przez 4 minuty, kto chciał dłużej, wrzucał wielokroć.

Dzień szósty: od rana praca na pokładzie, sprzątanie i stawianie masztu, sprawdzanie bloczków, linek, przypinanie bomu i klarowanie lin. Dziś przed obiadem wyścig i mamy zamiar pokazać, że jesteśmy zgraną załogą i potrafimy dużo. Nasz jacht obecnie ma nazwę „biskaje”, a w oryginale po wodowaniu dostał imię „mątwa”, więc pokażemy, co potrafimy. Odbijamy od pomostu. Płyniemy na miejsce startu i czekamy na sygnał, żagle rozwinięte, przygotowani, ruszyliśmy. Poszliśmy do przodu, na półmetku pierwszego okrążenia, miejsce 4, ale po zakończeniu pierwszego okrążenia mieliśmy już 2 miejsce i po chwili wychodzimy na miejsce 1! Jednak po ostatnim nawrocie wyprzedziła nas załoga anwili 24. Cóż… nowszy jacht, lżejszy od naszego, ale drugie miejsce utrzymaliśmy do mety. Więc zadowoleni i z uśmiechem na twarzy wracamy do pomostu. Wrażenia naprawdę piękne, każdy miał coś do roboty podczas regat, to szoty, to miecz, to balastowanie i się udało, a wrażenia zapewne zostaną na długo. Następnie czas na obiad a zaraz po nim warsztaty oraz wykład naszego komandora. Dzień minął szybko a do późna w nocy dyskutowaliśmy o wrażeniach - jest to przedostatnia noc.

Dzień siódmy: rankiem po uprzednim załatwieniu własnych potrzeb i sprzątnięciu jachtu, odbijamy do Iławy. Po drodze przerwa na obiad przy śluzie w miejscowości Miłomłyn. Opuszczając pokład – wyzwanie - trzeba przejść przez dwa jachty gdzie maszty położone, ale cóż takie są uroki żeglowania. Po opuszczeniu kanału, wpływając na jezioro zwane „Jeziorak”, stawiamy maszt i rozwijamy foka, jeden żagiel, wiatr jest dobry, słońce grzeje, a my na jachcie opowiadamy przygody. Przy okazji nasz sternik uczy nas węzłów. Niestety czas regat dobiegł końca, ostatnie ognisko w Iławie, ostatnie rozmowy i wymiana telefonów, żal przygoda zakończona. Ale ja wyniosłem, że będąc ślepcem można i trzeba realizować własne pasje, a niepełnosprawność jest tym, co jeszcze bardziej mobilizuje.

Więc serdeczne podziękowania: Sylwii, Prezes Fundacji „Keja” oraz załodze „biskaja” z drugiego etapu, również wszystkim innym, których poznałem. Więc ahoj! do zobaczenia na morzu bądź jeziorach.

Andrzej. ©